Udało nam się zaparkować tuż pod wejściem do Jaskini Demianowskiej. Parking nie był tani, ale przynajmniej nie musieliśmy iść pod górę.
Chwilę poczekaliśmy na wyznaczoną godzinę i przewodnika. Za zdjęcia i nagrywanie trzeba było dopłacić, ale warto było — raczej już tu nie wrócimy, więc dobrze mieć to uwiecznione.
Przejście było ciekawe. Przewodnik mówił po słowacku, sporo dało się zrozumieć, a resztę wytłumaczył nam Szymon. Na samym początku, zaraz po zejściu, był pokaz dźwiękowy w ciemności. Myślę, że Leo zapamięta to na długo.
Formacje były wyjątkowe. Stalagmity, stalaktyty, korytarze, które czasem otwierały się w szerokie sale. Największe wrażenie zrobiło na nas szmaragdowe jeziorko ukryte w jednej ze ścian. Woda miała niesamowity kolor, a przy świetle wyglądała jakby świeciła. To ten moment, który na pewno zapamiętamy.
W jaskini było mokro i ślisko, więc szliśmy ostrożnie. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, na Leo zrobiło duże wrażenie.
Po wyjściu udaliśmy się do Jasnej w Niskich Tatrach. Stamtąd już blisko nad Jezioro Vrbické. To pomnik przyrody objęty najwyższym stopniem ochrony. Wokół jeziora prowadzi ścieżka spacerowa, jest też kilka szlaków i plac zabaw Vtáčik. Idealne miejsce dla rodzin i świetne dla fotografów.
Zrobiliśmy spacer wokół jeziora. Leo spędził więcej czasu na placu zabaw niż na ścieżce. A w drodze powrotnej zaliczył też małą kontuzję, ale apteczka w plecaku uratowała sytuację – bez niej się nigdzie nie ruszamy.
Wieczorem wróciliśmy do Doliny. Kolacja na tarasie, planowanie kolejnego dnia. W planie mamy Dolinę Prosiecką, ale zobaczymy, czy pogoda pozwoli.











