Chłopiec idący ścieżką w lesie w Harrachovie, obok drzewa z mapą szlaków.


Dzień 2: Żabki, motyle i muzeum pełne aut

Lekka trasa na rozgrzewkę, ścieżka edukacyjna Rybárna i motoryzacyjne perełki w muzeum.

Dzień zaczęliśmy spokojnie – śniadanie na tarasie z widokiem na dolinę i od razu w drogę. Na rozruch wybraliśmy krótką trasę: ścieżkę edukacyjną Rybárna. Już sama droga do niej miała swój urok – chaty w dolinie, cisza, zadbane obejścia. A po drodze nie zabrakło przystanków na oglądanie zaparkowanych pojazdów, które Leo fotografował z wielką dumą.

Ścieżka Rybárna okazała się świetnym wyborem. Idealna dla rodzin z dziećmi – interaktywne tablice, ciekawostki o historii Harrachova i spokojny leśny klimat. Leo prowadził nas jak mały przewodnik, czasem celowo odbijając ze szlaku, co było największą frajdą. Zachwyciły go ogromne motyle, mini-żabki i kijanki – u nas na wybrzeżu takie spotkania trudniej.

Po spacerze ruszyliśmy lasem w stronę skoczni. Żeby Leo nie stracił motywacji, zatrzymywaliśmy się przy źródełkach – jego monster truck miał wtedy własny offroad. Na dole były lody z widokiem, trampoliny i obiad.

Popołudnie spędziliśmy w Automoto Museum Lučany. To kameralne muzeum, ale zaskakująco bogate – motocykle, auta, trochę historii motoryzacji z regionu. Szymon od razu powspominał swoje czasy na motocyklu, a my wszyscy wybraliśmy „swoje” auta spośród eksponatów. Wyszliśmy naprawdę zadowoleni.

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w tradycyjnej piekarni w Górach Izerskich, a potem wróciliśmy do chaty. Niestety, wieczór przyniósł niespodziankę – Szymona dopadły dreszcze i gorączka. Ten wieczór spędziliśmy już spokojnie, licząc, że nie rozłoży nas wszystkich. Na szczęście, organizm dał radę i kolejnego dnia było lepiej.

Na osłodę dnia przyszedł pod taras koziołek. Wcinał trawę, a my zostawiliśmy mu jabłko na noc. Ciekawe, czy wróci.

Trzeci dzień zaczęliśmy od wyprawy do wodospadu Mumlavy. Po drodze były zimne kąpiele w strumieniach, pies wartownik, a wieczorem – fotogeniczna trasa punktów widokowych. Ale to dopiero początek, bo Leo ustanowił wtedy swój rekord kroków…