Trzeci dzień zaczęliśmy od wyjścia do wodospadu Mumlavy. Po drodze zbaczaliśmy ze ścieżki, żeby ochłodzić się w strumieniach. Spotkaliśmy też psa wartownika – i od razu wybrał sobie Szymona jako ulubieńca.
Przy samym wodospadzie zatrzymaliśmy się jeszcze na lody. Była tam kawiarnia z kolorowymi kubkami dosłownie wszędzie. Uroczo, ale też trochę zabawnie, bo obok nich wisiały ogłoszenia,, z których łatwo można było odczytać: „dzieci nie są tu mile widziane”.
Po zejściu z lasu zrobiliśmy zakupy w Normie. Czeskie smakołyki poszły w ruch, a Leo od razu zakochał się w Krupky Chrumky Pat & Mat. Potem odpoczynek w chacie i trochę Terenwizji w tle.
Wieczorem ruszyliśmy jeszcze na szlak punktów widokowych koło Rokitnic. Vyhlídka Liška, Medvěd, Ovce i Horník – krótkie, różnorodne trasy, idealne dla dzieci. Co chwilę coś innego: skały, formacje do wspinania, widoki na dolinę. To miejsce aż prosiło się o zdjęcia. W drodze powrotnej bawiliśmy się w zgadywanie, co natura próbuje nam pokazać – np. korzeń w kształcie kurzej łapki.
Na koniec dnia rozbiłam z Leo hamak w lesie. On budował chatki dla zwierząt z kijków. To chyba stanie się naszą małą tradycją przed snem.
Wyszło nam 15 tysięcy dorosłych kroków – rekord wyjazdu. Dlatego kolejny dzień zapowiada się spokojniej, z większą dawką atrakcji dla taty i syna, a trochę mniej dla nóg Leo.
Po intensywnym marszu przyszła pora na dzień lżejszy. Był relaks, trochę atrakcji dla chłopaków i moment tylko dla mamy.


















































