Dzień zaczęliśmy spokojnie. Śniadanie na tarasie, matcha i plan: Ružomberok, potem Zamek Likava.
Ružomberok jest niewielki. Góry z jednej strony, dolina z drugiej. Na rynku ludzie robią swoje, nie ma tłumów. Zatrzymaliśmy się w Central Barze na kawę. Była dobra, po prostu.
Zamek Likava miał być głównym punktem dnia. Liczyliśmy na ruiny, może trochę historii. Na miejscu okazało się, że jest zamknięty, w remoncie.
Zamiast się cofać, poszliśmy inną drogą. Trafiliśmy na punkt widokowy. Panorama na dolinę i zamek z dystansu. Taki przystanek, którego nie planowaliśmy, a był warty drogi (kod plus: 38V6+4M7 Likavka).
Leo w lesie dostał zadanie. Telefon z nawigacją i prowadzenie trasy. Robił to świetnie, a my szliśmy za nim.
W drodze powrotnej do miasta przypomnieliśmy sobie o Hamborghini. Knajpa motoryzacyjna, w której chcemy usiąść następnym razem.
Wieczorem wróciliśmy do Doliny. Kolacja na tarasie, cisza i zapach igliwia. To była dopiero rozgrzewka przed kolejnymi dniami.



